Jacek Jackowiak

Filozof, fotograf oraz biegacz. Założyciel i prezes stowarzyszenia PRO RUN Wrocław, które zajmuje się trenowaniem biegaczy i organizowaniem imprez sportowych.

Początek

– Moja przygoda z bieganiem zaczęła się w siódmej klasie podstawowej. Pojechałem wtedy na zawody w biegu na 1000 metrów i je wygrałem, a w tamtym czasie grałem tylko w piłkę w Śląsku Wrocław. Kiedy przechodziłem z ósmej klasy do liceum, wybrałem liceum sportowe nr 2 oraz klasę o tym samym profilu. Nie mogłem tam już dalej ćwiczyć piłki, ale kontynuowałem uprawianie lekkoatletyki. Zacząłem biegać biegi długo dystansowe, mimo iż trenerzy namawiali mnie, abym biegał 400 i 1000 metrów, ja jednak lubiłem taką formę czasu rozciągniętego w biegu. Najbardziej podoba mi się w takich biegach medytacja i możliwość zmiany rytmów oraz to, że nie wygra się biegu bez odpowiedniej strategii.
Kiedy byłem w liceum, biegałem 800 metrów, miałem wtedy swoją metodę, narzucałem bardzo silne tempo i liczyłem, że wytrzymam – najczęściej się udawało. W sporcie pół zawodowym doszedłem do wicemistrzostwa Polski na 800 metrów, ale po zakończeniu liceum skończyłem ze sportem. Stwierdziłem, że nie miałem szans na kontynuowanie wysokiej kariery, a nie za bardzo interesowało mnie osiąganie drugich czy trzecich miejsc. Zostawiłem sport na 12 lat.

Przemiana

– W tym czasie ukończyłem studia z zakresu filozofii, robiłem różne performance, pracowałem jako fotograf i właśnie w tym charakterze w 2007 zatrudniło mnie miasto Wrocław. Młodzieżowe Centrum Sportu – dostało do organizacji maraton i nie za bardzo wiedzieli co z tym zrobić, więc kiedy okazało się, że w przeszłości miałem do czynienia ze sportem postanowili mnie w to zaangażować. Szukaliśmy sposobów na promocje, dlatego też powstał program „I Ty możesz zostać maratończykiem”.
Ja miałem zająć się koordynacją, ale nie było to dla mnie proste, bo nie byłem trenerem, tylko biegaczem i w tamtym czasie ważyłem 118 kg przy 173 wzrostu. Początkowo moim zadaniem było przychodzenie na zajęcia i sprawdzanie obecności, ale obudził się we mnie instynkt biegacza i zacząłem ćwiczyć razem z nimi. Okazało się, że trenował ich w tym czasie mój dawny kolega Tomek Sobczyk, z którym kiedyś biegałem. Nikt się tego nie spodziewał, ale przygotowałem się do maratonu w 6 miesięcy wraz z 63 osobami, które brały udział w programie i nie dość, że podczas przygotowań schudłem 34 kilogramy, to przebiegłem swój pierwszy w życiu maraton!

Chciałbym, aby pewien fakt pozostał jasny- ja w tamtym czasie byłem osobą, która nie rokowała. Otyły facet palący papierosy, schudł w pół roku ponad 30 kg i przebiegł maraton.

W kolejnej edycji programu „I Ty możesz zostać maratończykiem” wzięło udział ponad 200 osób. Rok później w 2010 już ponad 300 osób, a ja miałem na treningach po 300-400 osób. Ruch się powiększa, biegacze coraz częściej pokazują się na ulicach. Okazuje się, że królewski dystans nie jest dostępny tylko dla garstki wybranych ludzi, tak jak myślano do tej pory. Przychodziło do mnie coraz więcej osób, które nie rokowały, a większość z nich nie powinna się na to porywać, ale dostawali tę przyjemność dzięki swojej ciężkiej pracy i wytrwałości. To pokazało, że jest duże zapotrzebowanie na biegi długodystansowe wśród amatorów. Poprosiłem wtedy moją firmę, aby treningi trwały 12 miesięcy, a nie 6, ale miasto nie miało takich pieniędzy i tym samym dało mi zielone światło na stworzenie stowarzyszenia, które będzie się zajmowało biegaczami, którzy chcą nadal trenować.

Pro Run

– W ten właśnie opisany sposób powstało stowarzyszenie PRO RUN WROCŁAW, które miało tylko i wyłącznie zadania treningowe. Szybko się okazało podczas trenowania ludzi, że ich potrzeby są o wiele większe, ponieważ chcieliby ze sobą rywalizować. Ja w tym czasie znałem już całkiem nieźle biegową mapę Polski i zacząłem sam organizować podobne imprezy. Najpierw sprawdzian na 30 km przed maratonem, a później pojawiła się propozycja z gminy Siechnice i pierwszy bieg uliczny na 10 km. Następnie wysypały się już dalsze biegi na Dolnym Śląsku.

Medytacja

– Po 3 latach biegania czynnik rywalizacyjny we mnie opadł. Skupiłem się na czynniku medytacyjnym- kontemplacyjnym, kiedy robię długie wybieganie powyżej 16 lub 20 km, które trwają u mnie ponad 2 godziny, do głowy przychodzą mi myśli, które układają się w rytm kroków. Wszystkim biegaczom polecam książkę „Born to Run” Christophera Mcdougall o plemieniu Tanamuri na wyżynie meksykańskiej. Po przeczytaniu tej książki zupełnie mnie poniosło, zacząłem biegać bez liczenia kilometrów, ani czasu, ale po prostu dla siebie. Kolejnym etapem pogrążania się w medytacji było wyjście z mojego naturalnego ruchu mięśniowego, co pozwoliło mi na wyluzowanie swojego ciała podczas biegu.

Dzisiaj
– Już mniej biegam, może wynika to z tego, że jestem już trochę starszy. Moje ciało jest nadal sprawne, jednak wróciłem do grania w piłkę nożną.

Wyjątkowy bieg

– Od zawsze najważniejszym biegiem będzie wrocławski maraton. To był, jest i będzie najważniejszy bieg, bo on mnie ukształtował jako biegacza. To był również pierwszy bieg, przy którym pracowałem i brałem udział w organizacji wydarzenia. Byłem współorganizatorem wrocławskich maratonów od pierwszej edycji w 2007 do 2012 roku i obserwowałem ten bieg od początku, kiedy brało w nim udział około 800 osób, a parę lat później brało w nim udział ponad 3 tysiące biegaczy. Jeżeli chodzi o organizację biegów przez PRO RUN WROCŁAW, najważniejszy jest półmaraton  H2O, ponieważ był to pierwszy bieg, który zorganizowaliśmy sami bez pomocy miasta. Zamknięcie ulic i wytyczenie trasy to było spore wyzwanie oraz największe przeżycie.

Ciekawe historie

– Było ich pełno, ale pamiętam jedną, jak biegacz którego trenowałem, Janek matematyk, który spóźnił się na bieg ponad pół godziny. Pamiętam, jak przyszedł bez ubrania i musieliśmy mu coś zorganizować. Okazało się, że nie dość, że nie dobiegł na metę jako ostatni to policzył wszystkie tramwaje, które mijał po drodze.

Środowisko biegaczy

– Kiedyś było to środowisko dosyć hermetyczne. Przede wszystkim byli to lekkoatleci, którzy po latach wracali do formy, albo z drugiej strony – byli to monarowcy. Kiedy ja wchodziłem do biegania, to startowało ich około 20-30 osób na grupę 200 biegaczy. Do tej pory ten ruch jest nadal aktywny, ponieważ jest to formuła oparta na wytrzymałości, silę ducha i wychodzenia z nałogu oraz kryzysu, bo przecież oto też chodzi w biegach długodystansowych – umiejętność radzenia sobie z kryzysem i biegu dalej.

Przyszłość – światełko w tunelu

– Jesteśmy teraz w okresie przejściowym, ponieważ ruszyliśmy z biegami wirtualnymi. Ostatnio organizowaliśmy taki bieg z okazji 100 rocznicy urodzin Jana Pawła II w Wadowicach i trzeba przyznać, że cieszył się dużym zainteresowaniem. Idąc za ciosem, stworzyliśmy wirtualny bieg w parku Grabiszyńskim, ale tu już tak super nie poszło. Wydaje się, że biegi wirtualne są dobrym rozwiązaniem, jeżeli jest jakiś motyw przewodni.

Na szczęście w ostatnim czasie rząd umożliwił zgromadzenia do 150 osób, dzięki czemu pojawiła się możliwość organizacji biegów małych i średnich do 1000 osób (ludzie startowaliby w turach). Już teraz prowadzimy rozmowy na temat 3 biegów w sezonie letnim i jest szansa na organizację ”SKY TOWER RUN”, jeśli będziemy wypuszczali zawodników co 20 sekund. Prowadzimy również rozmowy na temat organizacji półmaratonu Henrykowskiego, ponieważ włodarze tego miasta są również zainteresowani. W grę wchodzi także górski bieg w Jedlinie Zdrój, który ma najlepszą topografię do robienia tego typu biegów, ponieważ na trasie nie ma żadnych pasów ani skrzyżowań . Można na szczęście powiedzieć, że ten rynek się trochę odmroził i próbuje działać. Chociaż zobaczymy, jak będzie wyglądało załatwianie pozwoleń na biegi. My próbujemy się zaadaptować do nowej rzeczywistości i działać.

Wywiad przeprowadził: Sebastian Pękalski